Wesoła szkoła, czyli 90% teorii, 10% praktyki...
O systemie edukacji w Polsce można by rozpisywać się tomami, a jakakolwiek dyskusja na ten temat z gronem pedagogicznym powoduje oburzenie. Powodów tego jest co najmniej kilka, lecz największe to prawdopodobnie narzucanie oferty programowej przez lokalne kuratoria oraz Ministerstwo Edukacji. Wiadomym jest, iż w zależności od szczebla nauczanie obejmuje całkiem inny zakres materiału i tak od szkoły podstawowej, przez gimnazjum i liceum, a kończąc na studiach brniemy w określoną tematykę.

O ile w ostatnim przypadku przyswojenie wiedzy zależy tak naprawdę od nas, to w pozostałych jej program jest nam narzucany przez konkretne podmioty. W gronie klasy wywiązała się ciekawa dyskusja poruszająca właśnie ten temat. Szkoła ponadgimnazjalna (LO lub Technikum) wiąże się z wyborem określonego profilu nauczania, gdyż istnieją klasy biologiczno-chemiczne, matematyczno-informatyczne, humanistyczne i wspomniane technikum profilowane. Tych ostatnich zrobiło się w ostatnich latach bardzo wiele, dlatego można przebierać w setkach ofert i tym samym ukierunkować swoją przyszłość w konkretnym zawodzie.
Technikum teleinformatyczne, do którego uczęszczam od dwóch lat to patrząc z perspektywy czasu dobry wybór. Nie wiem jak inni, w tym kilku Joggerowiczów (uczniów owego technikum) ale we mnie najbardziej uderzają przedmioty zawodowe. Jak na razie nie mam z nimi jakichkolwiek problemów, aczkolwiek mam tu na uwadze podejście nauczycieli. Do tej porty odbyło się się kilka lekcji układów cyfrowych, na której to mieliśmy małe zapoznanie z miernikami i sami próbowaliśmy swoich sił w odczytach. Urządzenia pięknie wyglądają, są nowe i pachnące, posiadają odpowiednie oznaczenia i instrukcje, ale cóż z tego skoro przez poprzednich kilka miesięcy nie wspomniano o nich ani słowa - nawet na lekcjach elektroniki.
Następnym absurdem jest przedmiot urządzeń techniki komputerowej. Tam na pierwszej lekcji pytano nas na podstawowe zagadnienia, w tym znaczenie słów hardware i software, a także konkretne rzeczy wchodzące w ich skład. Większość, a śmiem stwierdzić że 100% klasy ma styczność z komputerami na co dzień (zarówno z PC, jak i notebookami), dlatego dobrze by było gdyby takowe sprawy zostały pominięte. Pomimo tego 2 godziny w tygodniu spędzone w odpowiednio przystosowanej sali są co najmniej zachęcające i mam nadzieję, że okażą się pożyteczne. Poza tym informatyka w sali od fizyki to dno.
Całość problemu nie tkwi w podejściu nauczycieli, a w programie nauczania. Pominę fakt, iż nie poinformowano nas o konieczności zakupu książek do kilku przedmiotów, gdyż zwyczajnie nie było ich na wywieszonej liście. Warto byłoby, aby odpowiednie organy zadbały o odpowiednią podstawę programową, a tym samym usnęły problem znany przez większość z nas, czyli przerabianie tego samego materiału (zagadnienia) kilkukrotnie. Wchodząc w tematykę technikum - przydadzą się dodatkowe lekcje praktyczne, a niektóre tematy typu "rozwiązywanie zadań" i to raptem trzech przez 45 minut można spożytkować w całkiem inny sposób, który utkwi w pamięci uczniów na dłużej.
Przypomnę tylko, iż część praktyczna egzaminu zawodowego składa się z testu wyboru, co już jest dla zdających olbrzymim plusem. Niektóre zadania wymagają kilku obliczeń z podanych wcześniej wzorów, ale cóż po teorii, jeśli człowiek nie będzie praktykiem.
Możesz dodać komentarz do tego wpisu, albo przeczytaj jeden z poprzednich tekstów:








Nie, technika upadają. Coraz więcej ludzi idzie głównie do LO, a nie Technikum. Głównie właśnie informatycy wybierają się do Technikum, reszta leci do LO.