Internet - walka z wiatrakami

Chcemy uwolnić internet od przestępczości związanej z pornografią dziecięcą, pedofilią, handlem narkotykami i twardym hazardem. To nie jest ograniczenie wolności internautów...
Choć od polityki uciekam niezwykle daleko, to powyższe słowa premiera Donalda Tuska szybko przykuły moją uwagę. Całość ma powiązanie z tzw. "Ustawą hazardową", która obecnie przygotowywana jest w Parlamencie, przy ulicy Wiejskiej. Zapowiedzi są bardzo szumne, tym bardziej że jeden z jej zapisów ma dotyczyć internetu, a w tym przede wszystkim walki z łamaniem prawa na szeroką skalę oraz twardym hazardem.
Kilka tygodni temu zawrzało w sieci po tym, jak Unia Europejska zapowiadała wprowadzenie ograniczenia i swego rodzaju dodatkowego abonamentu na korzystanie z niektórych witryn. W myśl tego zapisu zwykli użytkownicy, szaraki polskiego internetu mieliby w praktyce dostęp jedynie do serwisów informacyjnych i rozrywkowych. Oberwało się także bloggerom, którym nakazywano by rejestrację ich e-pamiętników.
Paserzy, a prawo?
O tym, że KK nie precyzuje w sposób dokładny konkretnych kar za posiadanie lub rozprowadzenie cudzego pliku, bez posiadania do niego praw pisałem całkiem niedawno. W ostatnich dniach zrobiło się głośno o administratorach portalu OdSiebie.com, których zatrzymano za paserstwo - grozi im kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Wymiar sprawiedliwości wykazał się tu dużym spokojem, zabezpieczając dodatkowo pojazd wart 30 000 PLN oraz stosując poręcznie majątkowe w kwocie 50 tyś. za każdego z zatrzymanych w pewien sobotni poranek. Strona została zablokowana.
Nie da się ukryć, że w tej sprawie zastosowano dość radykalne środki, aczkolwiek brano pod uwagę zyski obu panów sięgające miesięcznie nawet kilkudziesięciu tysięcy.
Idealny przykład?
Tym z pewnością jest szwedzka strona internetowa The Pirate Bay (TPB), gromadząca pliki .torrent i umożliwiająca ich bezpośrednie wyszukiwanie. Wystartowała w 2004 roku, by po 5 latach cały świat obiegła sensacyjna wiadomość o skazaniu 4 administratorów serwisu za "współuczestnictwo w udostępnianiu treści objętych prawami autorskimi". Choć wyrok to tylko 12 miesięcy pozbawienia wolności, sąd postanowił dotkliwie ukarać ich finansowo - każdy z nich musi zapłacić 7,5 mln koron szwedzkich.
Nakazano także zamknąć serwis, lecz ten raptem po kilku godzinach ponownie pojawił się w sieci i działa do dziś. Różnica polega na tym, iż Peter Sunde, Fredrik Neij, Gottfrid Svartholm i Carl Lundstrom musieli rozstać się ze swoim projektem, aby pokryć nałożoną karę. W tym momencie TPB zarządza całkiem inny podmiot, ale mimo tego strona nie zmieniła swojej formuły w sposób diametralny. Ta cała sytuacja kieruje ku refleksji...Co zmienić?
Należy przede wszystkim uściślić zapisy, które nie tylko dotyczą przestępstw przytoczonych w początkowym cytacie. Warto rozwiązać raz na zawsze kwestię internetowego piractwa i późniejszych skutków prawnych, także tych dla osób niepełnoletnich. Komentarze do poprzedniego wpisu na blogu były niezwykle gorące, a dodatkowo wielu użytkowników zadawało pytania, martwiąc się o własną skórę.
Nie trudno zauważyć, iż internetu używają wszyscy: począwszy od dzieci, a skończywszy na osobach starszych. Obecnie prawo restrykcyjnie obejmuje jedynie drugich, a w przypadku osób małoletnich pełną odpowiedzialność za ich czyny ponoszą rodzice. Niejednokrotnie wiąże się to z karami finansowymi, które sięgają nawet kilku tysięcy złotych. Pozwolę sobie przytoczyć jedną z wypowiedzi czytelników:
Oczywiście, w moim systemie moralnym używanie oprogramowania niezgodnie z wolą twórcy (np. bez uiszczenia opłaty za licencję, za którą tejże się spodziewał) jest zachowaniem, które uwłacza... mi samemu. To samo tyczy się innych tworów.Zal w dniu 25 października 2009 @ 10:42, do wpisu "Kupuj, nie ściągaj" [⇑]
Niemniej ważną sprawą od karania jest nauka i dobry przykład, który notabene powinien towarzyszyć także w szkołach. Mam tu na myśli korzystanie zarówno z oprogramowania typowo komercyjnego, jak i w pełni otwartego. Miejscem do tego jest chociażby szkoła!
Podsumowanie
Internet na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat stał się miejscem codziennego bytowania dla milionów użytkowników, którzy za jego pomocą uczą się, zarabiają lub korzystają z dostępnych rozrywek. Można tu uprawiać hazard, handel, a nawet e-przyjemności.
Ekipa rządząca winna zmienić prawo w taki sposób, aby było niezwykle przejrzyste, łatwe w interpretacji i znane każdemu, kto będzie chciał się z nim zapoznać. Portale powinny istnieć zgodnie z ich prawnym przeznaczeniem, a ich twórcy muszą być zobowiązani do odpowiadania przed wymiarem sprawiedliwości za swoich użytkowników. Skutkiem tego może być niedbałość z ich strony - tak, jak miało to miejsce ostatnio.
Możesz dodać komentarz do tego wpisu, albo przeczytaj jeden z poprzednich tekstów:








Na ten moment zajmą się przede wszystkim uregulowaniem spraw hazardu w internecie i dobrze, że nie zakażą np. zakładów bukmacherskich, czyli notabene wygranych i niskich wartościach. :)
W kwestii kradzieży w internecie ostatnia akcja z OdSiebie.com pokazała, że zmiany w prawie nie są konieczne - wystarczą po prostu twarde dowody.